Archiwum marzec 2004, strona 1


mar 03 2004 W marcu jak.. u czubków...
Komentarze: 3

Prawdziwie marcowa pogoda: słońce i roztopy połączone z zamiecią śnieżną. I tak na przemian. Wyczekiwanie na choćby chwilę bez opadów śniegu sprawiło, że wyjechałem trochę zbyt długo po śniadaniu i... nieco osłabłem pod koniec niespełna pięćdziesięciokilometrowej przejażdżki. Do tego sakramencki wiatr wiejący we wszystkich kierunkach, zacinający śnieg, pagórki a w „wolnych chwilach” promienie słońca rażące oczy po odbiciu od śniegu... Cóż – trza twardym być... Na kolację makaron a jutro trzeba będzie zacisnąć zęby i jeździć tempówki.

Dst:47km
t:1h50'

mtb : :
mar 02 2004 Żwawe pagórki 2 :-)
Komentarze: 2

Mam nadzieję, ze po tygodniowym przestoju uda mi się powrócić do w miarę regularnego uzupełniania mojego „dzienniczka”.

Dziś, pomimo podłej pogody szosy były czarne a miejscami nawet suche, więc jeździłem po głównych, rozjeżdżonych drogach na pagórkowatych rundach z jednym dłuższym, jednym bardziej stromym podjazdem oraz kilkoma mniejszymi „hopkami”. Wspomniany stromy podjazd pierwszy raz w sezonie podjeżdżałem z przełożenia 42 – 18 na siedząco, znaczy się, jest dobrze :-)

Po niedzielnym bieganiu wyraźnie czułem, że nogi popracowały w zupełnie inny sposób i nie do końca im się to podobało, jednak zrobiłem to, aby się kompletnie nie „zastać”. W sumie nie polecam przeplatania biegania z rowerem, zwłaszcza, jeśli na rowerze spędza się stosunkowo wiele czasu. Jazdy dziś było dwie i pół godziny, z czego zasadniczego treningu 60km ze średnia 27,5km.

Dst:66km
t:2h30'

mtb : :
mar 02 2004 Poprzedni tydzień/podumowanie lutego
Komentarze: 3

Ostatni tydzień to była kompletna porażka, ponieważ stał pod znakiem zimy i awarii. O ile z powodu przeciętej opony przejechanie we środę tylko 20km nie było czymś szczególnie przykrym – ot, przytrafił się dzień odpoczynku, to zmasakrowany błotnik w sobotę, przez który w sobotę musiałem wrócić do domu po trzydziestu kilometrach sprawił, że straciłem główny trening tygodnia, tym bardziej, że z powodu największych tej zimy opadów śniegu jedyne, co mogłem zrobić w niedzielę to pobiegać (50 minut).

Czyli w sumie porządniej na rowerze jeździłem tylko we wtorek – żwawa przejażdżka na rundach z krótkimi, ale stromymi podjazdami oraz we czwartek, kiedy to spędziłem urocze czterdzieści trzy minuty jeżdżąc dokładnie takie same jak tydzień temu tempówki. Udało mi się na nich poprawiać czasy od 5 przez 15 do aż 25 sekund (i to na ostatniej rundzie) w zbliżonych warunkach – plus dla mnie :-)

Jeśli chodzi o podsumowanie lutego, to w tym miesiącu przejechałem 1170km, co zajęło mi blisko 46 godzin – wszytko na rowerze górskim po szosie na oponach 1,5”. Efekty tej jazdy są zdecydowanie widoczne – spokojnie znoszę trzy godziny jazdy nawet w relatywnie mocnym tempie, na podjazdach powoli zaczyna powracać znana z sezonu lekkość, schudłem do moich w miarę standardowych w tym okresie przygotowań 64kg, czuję się dobrze i.... wypatruję wiosny :-)

mtb : :